Ambitna misja wycieczki do lasu się zakończyła sukcesem. Niektóre pojazdy 4 kołowe nie dały rady przejechać, rower dał radę.. co prawda ślizgał się i zakopywał ale cały czas do przodu.
W lesie odzyskana została przyczepność i można było wreszcie rozwinąć bardziej rowerową prędkość.
Śniegu nie brakowało, ba nawet było go z minuty na minutę co raz więcej - pogoda idealna na narty ..lub rower :D
Przyczepność na ulicach i chodnikach nie była zbyt dobra, śnieg miał konsystencję drobnego piasku więc jechało się jak po piachu, na szczęście w lesie przyczepność okazała się całkiem dobra, chwilami nawet doskonała. Jedynie ilość tego białego ustrojstwa nie pomagała, ale to nawet lepiej :D Było krótko ale intensywnie.
Punktualnie o północy rozpoczął się sezon rowerowy 2010. Strzelały szampany, fajerwerki; co ciekawe nie tylko rowerzyści z tej okazji świętowali :D
Wyzerowałem licznik i podjąłem postanowienie że liczba kilometrów w tym roku będzie jeszszcze bardziej okrągła co kosztować mnie będzie 2k więcej kręcenia :) Zobaczymy co z tych planów wyjdzie.